Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balkon w kamienicy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balkon w kamienicy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2019

Sadzimy kwiaty na balkonie – 10 rad dla początkujących

bratki, pelargonie, bakopa

1. Gdzie kupić sadzonki?

Gdziekolwiek. Nie łudź się, że jakiś sprzedawca ma lepsze od innych. Chociaż ktoś może mieć gorsze, to fakt. W tym roku na przykład w sadzonkach bratków znalazłam żyjące i wijące się Coś, co przypominało stwora z „Diuny” Lyncha (tylko w mniejszej skali). Może to była dżdżownica… Może...
Sadzonki najlepiej kupić tam, gdzie stosunek ceny do jakości jest odpowiedni (też mi nowina!). Roślinki powinny wyglądać zdrowo, najlepiej jeśli są rozkrzewione, z dużą ilością pąków, ale jeśli takie nie będą, to dzięki słońcu i nawożeniu i tak szybko urosną.
Ja osobiście lubię kupować na targu, bo świeci słońce i jest tak... prowincjonalnie. Aczkolwiek na targu występuje pewne zagrożenie (patrz: punkt 2).

2. Czego unikać przy zakupie sadzonek?

Namolnych sprzedawców. Nic tak nie odbiera przyjemności kupowania, jak sprzedawca chodzący za nami krok w krok i niecierpliwie potrząsający reklamówką (to się niestety zdarza na targu). Do tej pory kupowałam u takiego namolnego pana, bo ubzdurałam sobie, że ma najładniejsze kwiaty. W tym roku zmieniłam stoisko na takie, gdzie sprzedawała niegroźnie wyglądająca staruszka. I gdy zastanawiałam się, jakie sadzonki wybrać (a ja się bardzo długo zastanawiam), nagle jak spod ziemi pojawił się kolejny Namolny Pan – pomocnik staruszki. Żeby jakoś ostudzić jego handlowy zapał, poprosiłam o dwie bakopy (takie czekadełko), żeby mi spakował, i żebym mogła się zastanowić nad głównym daniem. I to był błąd. Namolny Pan wyczaił, że jestem gotowa oddać pół majątku za kilkanaście kwiatków, w sekundę spakował bakopy do reklamówki i łaził za mną, powtarzając w kółko: „Niech sobie pani spokojnie wybierze, proszę się spokojnie zastanowić…”, dokładając do tego swoje głupie rady w stylu, że poleca pelargonie dwukolorowe, których nie lubię. No szlag człowieka może trafić! Skończyło się na tym, że wybrałam za mało sadzonek i nie do końca te, co chciałam. Za rok pójdę do kogoś innego. Do olewającej mnie pani, która gada przez telefon. Przynajmniej naprawdę można się w spokoju zastanowić.

3. Jakie kwiaty wybrać?

Ha! Sama nie mogę się zdecydować! Polecam zajrzeć do moich kwiatowych doświadczeń: Balkon dla początkujących i Kwiaty na balkonie, czyli must have sezonu
Odradzam wsadzanie różnych gatunków do jednej donicy, bo w połowie sezonu zawsze jeden z gatunków zagłuszy drugi. Niektóre rośliny jednak tak pięknie się ze sobą komponują (biała bakopa plus różowa pelargonia – mój hit), że warto posadzić je po sąsiedzku.

Dla osób, które nie lubią grzebać w ziemi, polecam gotowe rośliny w amplach. Wychodzą nieco drożej (ok. 25 zł za amplę), ale od razu są pięknie rozkrzewione i wyglądają efektownie przez cały sezon.

4. Jakie doniczki?

Jeśli chcemy zawiesić rośliny na balustradzie, polecam plastikowe, choć nie cierpię plastiku. O wiele bardziej podobają mi się wiklinowe czy drewniane skrzynki. Jednak praktyka ogrodnika mówi: plastikowe. Z dobrej jakości plastiku, w kolorze neutralnym. Łatwo się je myje, nie zgniją, nie spleśnieją, posłużą długo, najlepsze prostokątne o długości 40 cm (wejdą do nich 2-3 sadzonki) lub 60 cm (4-5 sadzonek). Praktyczne i efektowne są też okrągłe donice ceramiczne, które możemy wykorzystać do większych roślin stojących.

5. Jaką ziemię kupić? 

Najtańszą. Uniwersalną. Nie warto w nią inwestować.

6. Czy stosować drenaż? 

Nie. Uważam, że to bezsensu, jeśli sadzimy kwiaty na jeden sezon. Wystarczą dziurki w doniczce (można je samemu zrobić rozgrzanym gwoździem). Keramzyt jest upierdliwy przy sadzeniu (bardzo lekki i niechcący miesza się z ziemią), poza tym ziemię bez keramzytu po sezonie kwiatowym można wsypać do ogródka. Dajcie sobie też spokój z hydrożelami i innymi wymysłami ogrodniczych potentatów. To wszystko ma na celu wyciąganie od Was kasy i mało ma wspólnego z ekologią.

7. Jak uniknąć bałaganu przy sadzeniu? 

To niemożliwe. Nie da się (chyba że jest się moją teściową). Rozkładanie gazet też niewiele pomoże, bo i tak ziemia nam się przesypie poza nie albo gazeta się przesunie. Po prostu nie przejmować się, nabałaganić, ile się da, a potem zamieść miotłą. Ubrać się byle jak i założyć rękawice ogrodnicze. UWAGA! Nie zapraszać do pomocy kota, bo bałagan będzie większy. Jak wiadomo kotki uwielbiają rozgrzebywać ziemię i testować nowe potrawy (bakopa jest bardzo smaczna, pelargonie również, a po nich kotki wymiotują). I odradzam sadzenie w czasie deszczu. Ja raz w zniecierpliwieniu popełniłam ten błąd i zaczęłam sadzić przy kropiącej mżawce. A sprzątanie mokrej ziemi to dopiero czad/masakra/upierd (zaznacz odpowiednie słowo).

8. Jak sadzić? 

Napełniamy 2/3 doniczki ziemią, robimy dołki, wsadzamy sadzonki i dopełniamy ziemią. Rośliny o długich pędach (np. pelargonie bluszczolistne) wsadzamy pod kątem 45 stopni (mierzymy bez kątomierza, na oko), tak, by oparły się o donicę. Jeśli tego nie zrobimy, silniejszy wiatr może je połamać.

9. Jaki nawóz najlepszy?

Do roślin balkonowych (zaskakujące, prawda?). Jeden na wszystkie rośliny. Nie bawmy się w inny nawóz do pelargonii, a inny do surfinii. Ja stosuję w granulacie (ok. 1/5 łyżeczki, tak na czubeczku, na butelkę 1,5 l wody), choć wygodniejsze są szyszki, które się wciska do donicy i, z tego co pamiętam, starczają na cały sezon (w połowie można dodać drugą).

10. Jak często podlewać?

Większość typowych gatunków balkonowych podlewamy, gdy rośliny mają sucho (ale np. begonie powinny mieć cały czas wilgoć). Zależy od pogody i gatunku – pelargonie w pochmurne, chłodne dni można podlewać nawet co 3 dni. Surfinie w upały nawet dwa razy dziennie (gorzej znoszą przesuszenie). Gdy ziemia zaczyna odstawać od doniczki, to już ostatni dzwonek na podlanie.

bratki, pelargonie, bakopa
Znajdź kota na tym obrazku. Powodzenia!


Przeczytaj również:

Balkon dla początkujących

Kwiaty na balkonie czyli must have sezonu

czwartek, 21 czerwca 2018

Pnącza na balkonie – test na mrozoodporność i kota

kot, wiciokrzew, mięta, winobluszcz
Jestem  grzecznym kotkiem, a jak od czasu do czasu wszamam sobie trochę zieleniny, to świat się nie zawali.



Gdyby komuś przyszło do głowy, że jestem profesjonalnym albo przynajmniej przykładnym ogrodnikiem, to proszę to sobie wybić z głowy. Piszę ogrodowe porady po to, aby tchnąć ducha w najbardziej niepewnego siebie, beznadziejnego i leniwego ogrodnika amatora. Pocieszyć go i wesprzeć. Naprawdę, przy minimum nakładu sił i olewaniu 80 proc. ogrodowych porad z internetu i poradników coś ładnego i tak powinno nam wyrosnąć.

Dzisiaj chciałam napisać, jak moje trzy pnącza przetrwały zimę na balkonie, czyli jak zdały test na mrozoodporność.
Przede wszystkim odpowiedzmy sobie na pytanie: jak je zabezpieczyłam. Otóż wcale ich nie zabezpieczyłam! Nie będę się tu tłumaczyć trudną sytuacją zdrowotną czy też rodzinną. Wszak wykonanie drewnianej skrzyni wypełnionej styropianem nie powinno sprawić trudności nawet niefrasobliwej pani domu. Ale niefrasobliwa pani domu miała do roboty ważniejsze rzeczy. A biorąc pod uwagę, że mieszkam niemalże na polskim biegunie ciepła, postanowiłam zaufać zimie. I w tym roku nas rozpieszczała, ach jak rozpieszczała! Zero jakiegokolwiek mrozu aż do marca. Z zadowoleniem myślałam, jak to mój powojnik przeżyje sobie zimę tak zwanym psim swędem. No, ale w marcu jak, za przeproszeniem, dopieprzyło… Dwie fale kilkunastostopniowych mrozów to było za wiele nie tylko dla powojnika, ale i dla bardziej wytrzymałego na zimno wiciokrzewu. Ech życie… 

kot, wiciokrzew, mięta, winobluszcz
Co by tu dzisiaj sobie zjeść?

Wiciokrzew japoński

Mianowicie mój wiciokrzew w marcu zaczął się okrywać świeżym wiosennym listowiem, które cieszyło oko do pierwszej fali mrozu. Po niej niestety pnącze wyglądało jak mocno przeterminowana mieszanka sałat w plastikowej torebce z Lidla…
Na szczęście, gdy zaczęło się robić cieplej, okazało się, że nie wszystkie pędy przemarzły. Jeden okazał się szczególnie silny i rósł sobie, zaczął wypuszczać listki, rozkrzewiać się. Wyrósł całkiem spory, niestety nie zakwitł. Obecnie jest regularnie podgryzany przez kotkę. W dodatku nasz czterołapy ogrodnik doniczkę z rośliną uznał za pełnoprawny koci tron do obserwacji gołębi i godzinami w niej wysiaduje. Dlatego dół rośliny jest taki łysy. 

Powojnik

Przy pielęgnacji powojnika „gen. Sikorski” na przełomie marca i kwietnia należy usunąć suche pędy. Mój wszystkie miał kompletnie suche, więc został obcięty na zero.

Pod koniec kwietnia z nikłą nadzieję oczekiwałam, że może jakiś mały pędzik przeżył i coś z niego będzie. Najpierw ukazała się mięta, którą w tamtym roku wsadziłam, by powojnik miał zacieniony dół, tak jak lubi. Potem wyrósł jakiś minipęd, ale został zagłuszony przez miętę i ledwo dycha. Więc hodowla powojnika okazała się klapą. Za to mam bujną hodowlę mięty w dużej donicy.

Winobluszcz

Winobluszcz wykazał największą mrozoodporność. Niestety, nasz koci ogrodnik uwielbia go radośnie obgryzać, więc roślina raczej nie osiągnie gigantycznych rozmiarów. Poza tym patrząc jej pędy niechętnie czepiające się pergoli, żałuję, że nie wsadziłam pięknego trójklapowego winobluszczu, co niniejszym zamierzam uczynić.
Obecnie winobluszcz został przeniesiony do góry ze względu na kociego skrytożercę. 

Wnioski

Podsumowując, oprócz mrozów i lenistwa balkonowym roślinom nie sprzyja przygarnięcie bezdomnego kotka. Kotek uwielbia moje pnącza, ale gustuje też w bratkach i nie pogardzi szkodzącym ponoć tym zwierzętom pelargoniami. Raczej więc powinniśmy wybrać – albo hodowla kotów albo roślin.


Na podobny temat napisałam jeszcze tu:

Pnącza na moim balkonie - pierwsze eksperymenty
Bratki - balkonowe czekadełko

niedziela, 7 maja 2017

Kwiaty na balkonie, czyli must have sezonu

uczep rózgowaty, pelargonie, begonie, surfinie na balkonie w kamienicy

Tak uwielbiam mieć ukwiecony balkon, że zazwyczaj już w drugiej połowie kwietnia biegnę na targ po sadzonki. W tym roku jednak powstrzymała mnie pogoda. Nie to, że mrozy, bo na Dolnym Śląsku nam one nie straszne, ale po prostu było brzydko i zimno. A sadzenie kwiatów to mój rytuał, więc musi być pięknie i ciepło na dworze, żeby było przyjemnie.

Ale w końcu nastał odpowiedni dzień majowy

Wzięłam rower, złotą kartę kredytową i w sobotni ranek pojechałam na targ. I jak zwykle, szalony wybór kwiatów, nie wiadomo, na co się zdecydować, a miejsce na balkonie ograniczone. Tłum ludzi, podniecony ciepłą pogodą, gratką w tym roku, niemal wyrywał sobie roślinki z rąk. Znikały w błyskawicznym tempie, więc trzeba było szybko decydować, żeby i dla mnie coś zostało. Znów postanowiłam dać szansę uczepowi rózgowatemu (złoty deszcz), który urzekł mnie pięknymi, słonecznymi kwiatkami. Kilka lat temu miałam go na balkonie, ale wsadziłam go do doniczki z kocanką i w pełni lata marnie skończył, zagłuszony przez ekspansywną roślinę. Więc w tym roku postanowiłam dać mu osobne mieszkanie. Zakupiłam sadzonki uczepu, surfinie niebieskie i fioletowe, różowe pelargonie bluszczolistne i rabatowe, białe pelargonie bluszczolistne i przecudne begonie, które miały tak piękne kolory, że trudno było się zdecydować, co wybrać. Ledwo toto wszystko dowiozłam do domu. 

Sadzimy kwiaty

Nie lubię plastiku, ale akurat uważam, że plastikowe doniczki są najpraktyczniejsze na balustradę. Łatwo się je myje, nie niszczą się, nie butwieją itd. Wybrałam takie, by ich plastikowa brzydota jak najmniej rzucała się w oczy, zresztą roślinki i tak je szybko zakryją, i o to chodzi.
Teraz chwila zastanowienia, co gdzie wsadzamy. Potem przyjemne sadzenie w ciepłych promieniach majowego słońca.
Do kupionych sadzonek dołączam w tym roku eksperymentalnie wiciokrzew japoński – siedem pędów uszczkniętych od pięknego krzewu znajomej ogrodniczki. Jest nieukorzeniony i wygląda niewyraźnie. Zobaczymy, czy się przyjmie. 
Po wszystkim balkon wygląda jak po lawinie błotnej. Trzeba ostro sprzątać.

No, trochę mnie poniosło. Kolorystycznie. Wiem, że zamiłowanie do tęczowych kolorów nie świadczy może o najlepszym guście, ale cóż…

kwiaty na balkonie po posadzeniu, wiciokrzew, uczep rózgowaty, begonie, surfinie

Chwilę później na uczepie pojawił się pierwszy gość. Gość nie odpoczywał, tylko ciężko pracował. Swoją drogą nie wiedziałam, że uczep jest miododajny, do tej pory pszczółki na mój balkon przylatywały tylko do lawendy.

pszczółka na uczepie rózgowatym

Po kilku godzinach na majowym ostrym słońcu płatki begonii wyglądają na brzegach jak popalone. Widać osłona z surfinii i uczepu jest jeszcze zbyt mała. Trzeba wymyślić coś innego.
No i zasłużona nagroda dla prowincjonalnej pani domu:

kwiaty na balkpnie


A wieczorkiem zapowiedzieli przymrozki. Mam nadzieję, że to podłe kłamstwo. Nie należy mediom wierzyć.

Przymrozek co prawda nie nastąpił (plus dwa nad ranem), ale wszystkie kwiaty nocowały w kuchni (w końcu zainwestowałam w nie niemało). Ale za to przeżyłam załamanie nerwowe, gdy odkryłam, że białe pelargonie, które miałam za bluszczolistne, to pelargonie wielkokwiatowe! Ja kudłata durnowata! Wszystko przez tych sprzedawców na targu, którzy nie dają się człowiekowi spokojnie zastanowić, pomyśleć, pogrymasić, tylko zniecierpliwieni sterczą nad nami, potrząsając nerwowo pustą reklamówką na sadzonki…
Wylegiwanie się z piwkiem na balkonie nie trwało długo, bo moja kwiatowa nerwica kazała mi lecieć na targ do niecierpliwego sprzedawcy z wąsem i dokupować kolejne kwiaty. Doszła więc tradycyjnie komarzyca, a także trochę pelargonii rabatowych (kupiłam je chyba w jakimś amoku, bo wolę wielkokwiatowe).

Lobelia – spełnione marzenie

Ponieważ begoniom uparcie obsychały płatki kwiatów, więc stwierdziłam, że wciąż mają za dużo słońca. Myślałam, jaką tu estetyczną osłonę im sprawić i wymyśliłam. Zobaczyłam ją na targu i się zakochałam. Lobelia. Właściwie marzyłam o niej od kilku lat, ale zawsze słyszałam, że one nie lubią zbyt mocnego słońca, a ja mam balkon od zachodu. Ale tym razem pomyślałam, że zaryzykuję. No i kupiłam. Jest piękna, ale tak jak myślałam, kapryśna i niełatwa. W upalne dni po południu wygląda jak swoje własne zwłoki. Sucha i oklapnięta. Źle znosi suszę, ale i przelanie. W końcu wyczaiłam, że najlepiej podlewać ją dwa razy dziennie małymi dawkami. No i wystarczył weekendowy wyjazd, kiedy to dzień nie była podlana i na balkonie zastałam kompletnego suchacza. Aż się płakać chciało. Wyglądało na to, że nic z niej nie będzie, ale podlałam ją wodą z resztkami nadziei. I stał się cud. Na drugi dzień ożyła. A więc lobelia ma duże zdolności regeneracyjne. Jednak lepiej ich nie nadużywać, bo kiedyś się może nie podnieść.
Postanowiłam też podjąć jeszcze większe ryzyko i na mój balkon trafiły rośliny wieloletnie: clematis i kilka pnączy.
Po paru przeprowadzkach i zabiegach znerwicowanej pani domu stan balkonu na koniec czerwca wygląda tak:

powojnik, lobelia, złoty deszcz, pelargonie, clematis




mój balkon w kamienicy, rośliny na balkonie



kwiaty na balkonie w kamienicy, pelargonia


rośliny na balkonie w kamienicy

To wszystko jest oczywiście malowniczo oprószone niczym babeczki cukrem pudrem pyłem z papy i cegieł z sąsiedniej budowy. W poprzednich latach miałam piękny widok na drzewa i zarośniętą winobluszczem ruinę, a w tym roku nowy właściciel remontowanej ruiny nielegalnie ogłowił nam całkiem drzewa.I zamiast nich mogę teraz podziwiać uwijających się w pocie czoła robotników. Dlatego tak brzydko kadruję zdjęcia. 

Na ten temat napisałam też:
Bratki - balkonowe czekadałeko
Balkon dla początkujących
Pnącza na moim balkonie - pierwsze eksperymenty
Clematis na balkonie, czyli wyzwanie dla niefrasobliwej pani domu

piątek, 31 marca 2017

Balkon dla początkujących


Cztery lata temu stałam się szczęśliwą posiadaczką balkonu. Ponieważ zaś ciągnie mnie do grzebania w ziemi, a nigdy nie miałam własnego ogródka, jak tylko odeszło widmo wiosennych przymrozków, a w sprzedaży pojawiły się sadzonki kwiatów (ale jeszcze daleko było do zimnej Zośki), kupiłam doniczki, ziemię i pojechałam na targ po roślinki. I stanęłam przed wielkim dylematem. Jakie rośliny powinna wybrać nieperfekcyjna pani domu, taka, która się nie zna na kwiatach, jest leniwa, roztrzepana i zapewne nieraz zapomni je podlać? Wszystkie ekspertki mówiły jasno: pelargonie. Nie, tylko nie pelargonie! – krzyczały w moim sercu jakieś antydrobnomieszczańskie przesądy. Dlaczego? Bo pelargonie są takie oklepane, takie małomiasteczkowe, drobnomieszczańskie itd., itp, jak myślałam w swoim wielkomiejskim dyletanctwie. Chciałam zaszaleć z czymś oryginalnym, ale potem pomyślałam, że będzie wstyd, jak to coś oryginalne mi uschnie w lipcu i zostanie goły balkon. A więc padło na nieszczęsne pelargonie. Różowe, bo takie mi się najbardziej podobają. A żeby nadać im charakter romantyczny, wzięłam kilka sadzonek komarzycy (jakby to ujął poeta z Częstochowy – co drugą donicę wsadzałam komarzycę).
Po posadzeniu kwiatów balkon wyglądał nadzwyczaj skromnie, ale ile miałam przyjemności przy tym pierwszym w życiu sadzeniu w pierwszych promieniach wiosennego słońca o poranku!

kwiaty na balkonie po posadzeniu pelargonie komarzyca

Mój związek z pelargoniami to było takie małżeństwo z rozsądku, ale wkrótce pojawiło się między nami uczucie. Rachityczne sadzonki szybko odwdzięczyły mi się za stosowanie nawozu w granulacie do każdego podlewania i w lipcu wyglądały już tak:

pelargonie, komarzyca, lawenda, kwiaty, balkon

Komarzyce też polubiły nawóz i rosły jak szalone. Niestety, przez głupotę wsadziłam je do doniczki razem z pelargoniami i komarzyce wyjadły pelargoniom wszystkie mikroelementy, przez co te ostatnie padły na polu bitwy nim minęły wakacje.Tzw. efekt komarzycy:

komarzyca pelargonie balkon

Ale za to jeszcze w czerwcu postanowiłam dokupić pelargoniom śródziemnomorską koleżankę lawendę. Inwestycja się opłaciła, bo nie dość, że lawenda przywabiała urocze pszczółki-robotnice i miło było obserwować, jak zbierają nektar, to jeszcze ładnie przezimowała i za rok miałam za darmo lawendę. W lipcu dokupiłam jeszcze na przecenie sadzonkę czerwonej werbeny (w małej doniczce), ale niestety zszamały ją mszyce. W kolejnych latach zresztą popełniałam ten sam błąd, nie mogąc się oprzeć uroczej werbenie, a jej z kolei nie mogły oprzeć się mszyce i wsuwały ją z apetytem. Niewiele pomogły opryski z wody z czosnkiem. I tu punkt dla pelargonii. Tych śmierdziuszków nie lubi żadne robactwo.
Kolejne punkty pelargonie zaliczyły, gdy dzielnie zniosły wszelkie moje „zapominania podlewania” i wyjazdy. Następne plusy zebrały na początku grudniu. Za co? Za to że były. I nieźle się trzymały.

pelargonie, grudzień, balkon, koniec sezonu
Zamykając sezon kwiatowy, dałam pelargoniom buziaczki i obiecałam, że za rok znów się spotkamy. Od tamtej pory są zawsze moim balkonowym must have i bazą, do której dodaję inne kwiaty.

Kolejne eksperymenty

W następnym roku postanowiłam zaszaleć. Jako bazę wzięłam pelargonie tym razem rabatowe (mają najładniejsze kwiaty, ale nie zwisają, dlatego najlepiej posadzić je na zmianę z jakimiś romantycznymi zwisami). Czułam się już niemal kwiatowym ekspertem, więc zainwestowałam
(z pewna taką nieśmiałością) w niebieską i białą bakopę. Na próbę zrobiłam też donicę z białą surfinią. Te kwiaty zdały egzamin, aczkolwiek wymagają częstszego podlewania niż pelargonie, a po mocnym deszczu przez jakiś czas wyglądają jak szmaty (sorry, surfinie).W wiosennym amoku zrobiłam
w jednej doniczce uroczą kompozycję ze złotego deszczu, czyli uczepu rózgowatego, werbeny i kocanki. 

pelargonie, surfinie, bakopa, werbena, kocanka


Była tak śliczna, że zakochały się w niej mszyce. Dzieła zniszczenia dopełniła ekspansywna kocanka, która najpierw „zdusiła” werbenę i złoty deszcz, a później jak na złość sama zrobiła się brzydka. 
Za to bakopa dobrze rosła, okazała się dekoracyjna, ale kapryśna. W środku lata z niewiadomych przyczyn nagle sobie przestawała kwitnąć:

balkon w kamienicy, bakopa, pelargonie, komarzyca

Za to na jesień sobie zapragnęła zakwitnąć. Ot, księżniczka jedna.

bakopa, pelargonie, kocanka, komarzyca, jesień, balkon, kwiaty


Oczywiście musowo wsadziłam też komarzycę, bo ta roślinka ponoć odstrasza komary i ładnie okrywa balkon. Tym sposobem dochowałam się sporego gąszczu na balkonie, ale ja lubię taki roślinny nieład.

balkon w kamienicy

Te zdjęcia z różnych pór roku dałam po to, żeby pokazać, jak w jednym sezonie zmienia się roślinność. Wydaje mi się, że często zapominają o tym dizajnerzy, którzy robią karkołomne kompozycje balkonowe z różnymi cudnymi roślinami, które w ten dizajnerski sposób wyglądają tak tylko tego jednego dnia. Bo roślinność żyje, bucha, rozrasta się, ginie, usycha, zamiera itd., itp.

Balkon rok później

W kolejnym roku postanowiłam zaszaleć kolorystycznie, sama zadaję sobie pytanie, czy aby nie otarłam się o balkonowy kicz. Ale mam słabość do tęczowych kolorów. Po posadzeniu wyglądało to niezbyt efektownie:

kwiaty na balkonie wiosną

Ale już wkrótce kwiatki odbiły, do pelargonii, bakopy, żółtych i białych nemezji dołączyły surfinie
i jak zwykle wszystko było przestawiane z miejsca na miejsce przez kwiatową nerwicę pani domu.

pelargonie, nemezje, bakopa, surfinie



surfinie, bakopa, nemezje, pelargonie

Nemezje to był jakiś hit sezonu. Pięknie i szybko się rozkrzewiły, ale równie szybko doszczętnie zmarniały w środku lata. A więc precz z mej pamięci, żółte kwiaty.


pelargonie, balkon


pelargonie, surfinie, nemezja, bakopa, komarzyca

Niestety, byłam wtedy w szale kwiatowym, a nie fotograficznym, więc zrobiłam marne zdjęcia.
A w szał fotograficzny powoli wchodzę (świeży zakup lustrzanki), efekty będą widoczne już wkrótce.

W kolejnym roku oszczędnie

Rok później pomyślałam: A na cholerę mi tyle kwiatów, tylko z tym człowiek ma roboty. Postawiłam więc na minimalizm, za to do kwiatów dołączyły pomidorki koktajlowe. Na balkonie owocują jednak znacznie słabiej niż na działce, więc polecam jedynie w celach eksperymentalnych tudzież ozdobnych, jak ktoś ma za dużo miejsca na balkonie.
pomidory gruszkowe, koktajlowe



pelargonie, surfinie, begonia, komarzyca, pomidory gruszkowe









Odkryciem roku okazała się begonia, kwiat ponoć ciężki w utrzymaniu. I nie dla leniwych (mity, he, he!). Ja jednak zachwyciłam się kwiatkiem u sprzedawcy i zaryzykowałam. Ponieważ begonia lubi cień, a ja mam balkon słoneczny (od zachodu), postawiłam ją w cieniu komarzycy, która zawsze się bujnie krzewi. Begonia musi mieć stale wilgoć, najlepiej lać wodę na podstawkę, wtedy nawet jak zapomnimy o podlewaniu, to dziewczyna coś tam sobie popije. To znaczy roślina.

begonia

Begonia dzielnie się trzymała aż do mrozów i żadne robaki jej nie podjadały. Zdjęcie z 17 listopada:

pelargonie, bakopa, wrzos

Jej bulwy można przezimować, ja swoje w tym celu wyjęłam, osuszyłam z ziemi i... nie zabezpieczyłam odpowiednio (trzeba włożyć zdaje się do torfu i trzymać w chłodnym miejscu), bo mi się nie chciało. Jak widać jako przydomowa ogrodniczka jeszcze wiele muszę się nauczyć. Przede wszystkim pracowitości. Jak na razie udało mi się przezimować tylko lawendę, bo... nic z nią  nie robiłam, po prostu zostawiłam na balkonie. 

W tym roku znów będę polować na kwiaty, które miałam dwa lata temu: białe pelargonie bluszczolistne, które stanowią świetną bazę dla kolorów, ale nieczęsto trafiają się w sprzedaży,
a także na cudne surfinie, o niebieskich i fioletowych odcieniach, które też nie zawsze są
w sprzedaży. 


Aha, możecie zapytać, dlaczego jedynym wyposażeniem mojego balkonu jest wieśniacki stołek
i stare krzesło. No właśnie. Postaram się odpowiedzieć w poście o aranżacji balkonu.


Na ten temat napisałam też:

Sadzimy kwiaty na balkonie - 10 rad dla początkujących

Kwiaty na balkonie, czyli must have 2017

Bratki - balkonowe czekadełko

Pnącza na balkonie

Clematis na balkonie, czyli wyzwanie dla niefrasobliwej pani domu

Balkon dla początkujących

Cztery lata temu stałam się szczęśliwą posiadaczką balkonu. Ponieważ zaś ciągnie mnie do grzebania w ziemi, a nigdy nie miałam ...