Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okna drewniane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okna drewniane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 marca 2017

Okna skrzynkowe po czterech latach użytkowania


okna skrzynkowe, renowacja, kamienica, okna drewaniane, zabytkowe, stuletnie
Niestety trudno sfotografować dobrze okno. Ale chęci miałam dobre

Nacieszmy się tą chwilą, gdy odrestaurowane okna z nowymi szybami wrócą od szklarza i zostaną wstawione na swoje miejsce. Tak pięknie nasze okna nie będą już nigdy. Chyba że po następnej renowacji.

Drewno pracuje i oddycha

Wprowadzamy się do mieszkania, włączamy ogrzewanie gazowe i… się zaczyna. Jestem wielką fanką drewna, ale restaurując w mieszkaniu stuletnie okna, stuletnią stolarkę drzwiową i stuletnią podłogę, zbagatelizowałam najważniejszą sprawę. Drewno ma właściwości higroskopijne. To oznacza, że pochłania lub oddaje parę wodą. A dla nas oznacza to, że w sezonie zimowym, gdy powietrze w mieszkaniu staje się bardzo suche, drewno będzie pracować. W podłodze powiększą się szpary, a parapety położone tuż nad kaloryferem najprawdopodobniej prędzej czy później się wypaczą. Jak temu zapobiec? Nie wiem, bo ja tego nie zrobiłam. I muszę nauczyć się żyć z wypaczonymi (lekko) parapetami. Na szczęście, jeśli nasi goście nie położą na parapecie poziomicy, to raczej nie dostrzegą różnicy. A ja przecierając szmatką parapety raz w tygodniu, wzdycham sobie nad tym wypaczeniem, a potem zapominam.
Kolejna sprawa to dziecko. Ani się obejrzymy, jak nasze parapety pokryją się tajemniczymi rysami. Ktoś na nich wyraźnie wyczyniał różne wygibasy w odzieży z metalowymi guzikami. Albo nie wiem co, bo dziecko już za duże, żeby robić to specjalnie. Po prostu, parapety w jakiś tajemniczy sposób stały się porysowane. Na szczęście sprawa ta dotyka mnie tylko w czasie wycierania kurzy, a nie robię tego za często.

Konserwacja okien 

W ogóle porządki dla osoby kochającej drewnianą stolarkę to przykry czas. Na przykład podczas mycia okien już po roku, dwóch zaczyna się odkrywać coraz więcej odprysków farby od zewnątrz. Po trzecim roku myślimy intensywnie, że trzeba je pomalować. Po czwartym roku dalej intensywnie myślimy. Nie chce się. No nie chce. Na szczęście od wewnątrz lakier w miarę dobrze się trzyma, a jeśli nawet nie do końca, to przy jego drewnopodobnym kolorze tak tego nie widać.  

Mycie okien skrzynkowych

No i wracając do mycia okien… No niestety, nikt tego nie lubi. A w przypadku okien skrzynkowych mamy podwójną robotę. Ja wpadłam na pewien pomysł. Ponieważ okna wewnętrzne tak szybko się nie brudzą, więc jeśli dziecko nie obślini, a muchy nie upstrzą, można co drugi raz sobie odpuścić mycie. Jednak niestety wtedy po mozolnym szorowaniu nie ma tego pięknego efektu błysku, więc i dostatecznej nagrody za wysiłek. Co mnie pociesza? Jestem posiadaczką jednego okna plastikowego, od strony balkonu, i tego cholerstwa to dopiero nie lubię myć! Ciężko to PCV doszorować. Te wszystkie zakamarki ramy... Brr! Plastik, z którego nie chce schodzić brud. Więc co z tego, że okno ma tylko jedną część?
A drewienko… Mycie drewnianych zabytkowych ram, to jak głaskanie ukochanego zwierzaka…

Właściwości cieplne okien skrzynkowych i rachunki

Kolejna sprawa, na którą co prawda byliśmy przygotowani, to rachunki za gaz… Ekhm… Gazownia w Legnicy wręczyła mi dyplom i kwiatki w podziękowaniu za sponsorowanie ich w sezonie grzewczym…
Ale nie wiem, czy winę za to ponoszą okna, czy pewne cechy budynku, w którym mieszkamy. Np. ściana szczytowa przy naszym mieszkaniu nie jest prawdziwą ścianą szczytową. Przed wojną stał tam budynek, który został zburzony.
Tak więc gazowe idzie pełną parą, pieniądze idą z gazem, a w mieszkaniu przyjemna temperaturka max. 20 stopni i ni hu hu nie da się więcej. Wiatr czasem hula wśród storczyków na parapecie, ale za to od czterech lat prawie nie chorujemy. Zimno konserwuje.
Moja koleżanka, również szczęśliwa posiadaczka okien skrzynkowych, zdradziła mi, że zimą pomiędzy okna na dole upycha sianko, a na nim różne naturalne ozdoby sezonowe: szyszki, orzechy, jabłuszka itp.Wygląda to ciekawie i trochę izoluje od powiewów z zewnątrz. Ja jeszcze nie wypróbowałam tego sposobu.

Podsumowując... Na pozór może wydawać się, że okna takie mają więcej wad niż zalet. Ale to tylko pozory, bo mogłabym napisać jeszcze dłuższy tekst o wadach okien plastikowych. A byłam ich użytkownikiem wiele lat. A zasadnicza różnica jest taka, że plastików się nie kocha, a drewno się kocha. I jak ktoś chce dokonać renowacji okien skrzynkowych tylko dlatego, żeby zaoszczędzić na kupnie nowych, to może się srodze zawieść. Okna odnawiamy tylko z miłości. Ale czyż można ich nie kochać?

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Okna skrzynkowe - czy warto podjąć się renowacji?


Drewniane czy plastikowe?


okna skrzynkowe w kamienicy po usunięciu warstw farby olejnej Okna. Okna, podobnie jak remont, to temat mało interesujący dla osób, które nie remontują i nie zamierzają wymieniać/wstawiać okien. Na przykład moja siostra zapowiedziała, że nie zamierza czytać mojego bloga, bo ją to zupełnie nie interesuje i pogardliwie skrzywiła górną wargę. Jeszcze trzy miesiące temu też bym skrzywiła górną wargę, gdyby ktoś mi zaczął mówić o remoncie i oknach. Ale dziś już nie. Ileż ja czasu spędziłam ostatnio na czytaniu fascynujących sporów na forach internetowych, próbując rozwiązać odwieczny dylemat – plastikowe czy drewniane. Każdy rodzaj okien ma necie tyleż samo przeciwników, co zwolenników. Każdy rodzaj okien nie jest wolny od wad i wypaczeń systemu. Posiadacz okien plastikowych albo drewnianych, i to zarówno renomowanych, jak i nieznanych firm, narażony jest na potworne doświadczenia związane z użytkowaniem felernego okna. Należą do nich wymienione wypaczenia, łuszcząca się farba, wadliwie działające okucia, szybko rysujące się szyby, rosa zbierająca się na oknach, wilgoć na ścianach i parę innych. Przy czym najgorsze, co można przeczytać o oknach drewnianych to to, że praktycznie niczym nie różnią się od plastikowych, poza ceną. Najgorsze zaś, co można przeczytać o plastikach, to to, że generalnie są do dupy. I tak źle, i tak niedobrze. Choć pogłoski o beznadziejności okien wydają się być nieco przesadzone i tak najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić, wbrew rodzinie, wbrew sąsiadom, światu wbrew, jest pozostawienie stuletnich okien skrzynkowych.

okno skrzynkowe w kamienicy po usunięciu farby olejnej


okno skrzynkowe w kamienicy po usunięciu farby olejnej

A może renowacja?

Jeśli zdecydujecie się na tak desperacki krok, będziecie narażeni na ataki ze wszystkich stron. Bo wszyscy ludzie, z którymi będziecie rozmawiać, nie wiedzieć czemu za punkt honoru będą brać sobie to, byście okna jednak bezwzględnie wymienili na nowe. Będą Was straszyć gigantycznym wzrostem kosztów ogrzewania, przenikliwym zimnem, jakie będzie was owiewać w zimowe wieczory, katorżniczą pracą, jaką będzie mycie ośmiu skrzydeł każdego okna i malowanie ram co kilka lat. Będą wam tłumaczyć, że w trakcie opalania z farby wylecą wszystkie szyby, a okna trzeba będzie zamykać młotkiem, bo ręcznie się nie domkną. I na nic będzie Wasze tłumaczenie, że Wy to wszystko wiecie, szyby i tak chcecie wymienić, i bierzecie stare okna z całym dobrodziejstwem inwentarza, nie oczekując w zamian nawet tego, że odwzajemnią Waszą miłość. Bo z oknami skrzynkowymi jest jak z uczuciem do podstarzałej ladacznicy. Będą wam raić 23-letnią cnotliwą katechetkę na żonę, ale miłość to miłość – chcecie starej ladacznicy i nikt wam tego z głowy nie wybije.

My mieliśmy ten komfort, że im bardziej kto nas od okien odwodził, tym bardziej wiedzieliśmy, że je zostawimy. Na szczęście w tej sprawie naszym sojusznikiem okazał się pan, który podjął się renowacji (sami niestety nie dalibyśmy rady czasowo) i jak na razie obiecuje cuda, a co z tego wyjdzie – zobaczymy. Póki co po oczyszczeniu z farby zewnętrznych skrzydeł i ościeżnic, okazało się, że drewno pod spodem wcale nie jest doszczętnie zbutwiałe – jak mówił pan Marian od tynków – tylko twarde, w świetnym stanie, naturalnie żywicowane (ponoć teraz takich już się nie uświadczy, bo inna technologia produkcji drewna) – wyglądają jak bejcowana sosna z IKEI – co widać na załączonym obrazku. Surowe drewno.



środa, 18 kwietnia 2012

Mieszkanie w starej kamienicy

Nie jestem specjalistką od antyków. Wręcz przeciwnie. Potrafię szybko zmienić nową rzecz w starą i nienadającą się do użytku. Odwrotnie rzadko. Jednak nigdy nie wybaczę sobie, że pozwoliłam Mamie wyrzucić poniemiecką sypialnię (co prawda typu: fornirowane art deco dla ubogich) tylko dlatego że realnie uznałam, że mimo zapału (słomianego) jestem zbyt leniwa by dokonać renowacji, czyli mozolnego szlifowania zestawu mebli papierem ściernym itd. Zupełnie niedawno dowiedziałam się, że forniru się nie szlifuje, ale jak się odnawia, to już nie wiem. Sypialni żałuję. Ktoś sobie napalił w piecu szafą, toaletką i dwoma nakastlikami, jak malowniczo zwą takie szafki nocne...
No nic. Teraz jednak zabieram się za starocie. Pierwszym z nich będzie mieszkanie w starej kamienicy, które właśnie zaczęłam remontować. Nie osobiście. W osobie pana Mariana, którego kurtkę w rzeczonym mieszkaniu podziwiać możemy pod jego nieobecność na tym zdjęciu:

okna skrzynkowe przed renowacją

Powiesił ją na stuletnim oknie skrzynkowym i poszedł sobie do domu. Nie dziwota, zaczynał się weekend.

Balkon dla początkujących

Cztery lata temu stałam się szczęśliwą posiadaczką balkonu. Ponieważ zaś ciągnie mnie do grzebania w ziemi, a nigdy nie miałam ...